Mieszkaniec Biedruska, Michał Tatrowski 29 sierpnia w jeden dzień dojechał rowerem nad morze. Start z Biedruska o godz. 6.20, a dojazd na plażę w Kołobrzegu około 20.00. Poznajcie kulisy wyprawy w poniższym wywiadzie i sami zdecydujcie czy także uważacie, że jest to „Wyczyn roku” naszej miejscowości.

REDAKCJA: Skąd pomysł na taką wyprawę?

Michał Tatrowski: Pomysł dotarcia nad morze rowerem o własnych siłach, w ciągu jednego dnia zrodził się już dawno i w myślach powracał każdego lata. Jednak dopiero w tym roku podjąłem pierwszą próbę i udało się dojechać do Kołobrzegu przed zachodem Słońca. Misja była z tych spontanicznych, a że czułem się na siłach, to stwierdziłem – jadę! Nie znalazłem chętnych do wspólnej podróży, więc o świcie ruszyłem w pojedynkę w najdłuższą trasę w moim dotychczasowym dorobku, bo tego dnia pokonałem około 270km (w planie było 230km krótszą drogą).

RED: Jak wyglądał start podróży? Co zabrałeś ze sobą?

M.T.: Wyjazd był dość spontaniczny – decyzja również w ciągu jednego dnia, następnego około 6:20 ruszyłem w trasę. Jechałem sam, nie brałem plecaka, a jedynie zapasową dętkę, łatki, 4 batony w kieszeń, podstawowe narzędzia i powerbank w torebkach podsiodełowych, 2 izotoniki, telefon jako nawigacja i dodatkowy GPS do zapisu trasy. Zatrzymywałem się przy sklepach, by dokupić prowiant i napoje.

RED: …a na samej trasie? Przecież nie może być za łatwo…

M.T.: Uzbierały się łącznie około 3 godziny postojów. W Trzciance wypadek i czekanie, aż mi pozwolą jechać, a przed samym Kołobrzegiem skierowany zostałem na ścieżkę rowerową, która miała iść prosto nad morze… i szła nad morze, ale nie tak prosto, lecz dużym łukiem ( co widać na mapce).
Przygody z resztą były od początku, bo nie ujechałem nawet 50km i trafiłem na głęboki piach w lesie, który mnie wymęczył na starcie, a kawałek dalej z niewiadomych mi przyczyn skasowała się trasa, którą poprzedniego wieczoru układałem, więc telefon przeliczył nową i zamiast planowanych 230 km zrobiło się blisko 270…

mapka ebiedrusko wywiad(mapka z nawigacji autora rowerowego wyczynu)

RED: Od jak dawna jeździsz i skąd taka pasja?

M.T.: Jeżdżę na rowerze od sześciu lat, kiedy to kupiłem „górala”, który służy mi do dziś. Z biegiem czasu wymieniałem w nim osprzęt na lepszy, ale wciąż jego podstawą jest ta sama rama, o przebiegu już co najmniej kilkunastu tysięcy kilometrów. Na początku jeździłem niewiele, zwykle sam i szczytem było pokonanie 30km. Pasja rozkręciła się na dobre w kolejnych 2 latach, zacząłem wtedy trenować wraz z Jackiem Bienertem i Łukaszem Sawickim, którzy mieli trochę większe doświadczenie i wkrótce byłem w stanie przejechać 100km, a w sierpniu 2011r. udaliśmy się pociągiem w Kotlinę Kłodzką, gdzie przez weekend uzbierało się ponad 200km i kilka tysięcy metrów przewyższeń. Bardzo dobrze wspominamy ten wypad i dla mnie to był taki kamień milowy w rozwoju mojej rowerowej pasji.

RED: Czy myślałeś o wyjazdach w inne miejsca i w większej grupie?

M.T.: Tak, jest wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia. Pojawiają się pomysły na wyjazdy kilkuosobową grupą w góry, np. Beskidy, jak również na wycieczki zagraniczne, ale na razie bez konkretów.

RED: Co ciekawego zobaczyłeś podczas wyprawy?

M.T.: Generalnie to widziałem przednie koło i kierownicę, a potem plażę i Bałtyk… ;D Oczywiście żart, był czas na podziwianie widoków, teren był bardzo zróżnicowany, a im dalej na północ, tym bardziej okolica przypominała góry, które skończyły się dopiero w Białogardzie. Ciekawym odcinkiem trasy był przejazd drogą rowerową od Złocieńca aż do Połczyna-Zdroju, która została zbudowana na dawnym nasypie kolejki wąskotorowej. Podobna trasa prowadzi od miejscowości Karlino do samego Kołobrzegu i pozwala uniknąć ruchliwych dróg krajowych i wojewódzkich.

RED: Jak z bezpieczeństwem na drogach?

M.T.:  Zdarzają się niebezpieczne sytuacje, zwykle powodują je spychający na pobocze kierowcy aut, którzy nie zachowują bezpiecznej odległości podczas wyprzedzania. Podczas wyprawy nad morze nie przypominam sobie takich, ale wtedy akurat ruch był niewielki, szczególnie w kierunku na Kołobrzeg, bo w ostatnich dniach wakacji większość raczej znad morza wracała.

RED: Czy planujesz kolejne wyprawy?

M.T.: Takich długich na ponad 200km na razie nie mam w planach, ale nie wykluczam, że w przyszłym sezonie podejmę kolejne wyzwanie. Tym razem jednak wolałbym przynajmniej w dwójkę, choć i samotna wyprawa ma swój urok.

RED: Co powiedziałbyś ludziom, którzy wahają się z realizacją pomimo podobnych pomysłów?

M.T.: Żeby się nie poddawali, choć trzeba też mierzyć siły na zamiary – nie polecam aż tak długiej wyprawy bez przygotowania kondycyjnego, chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego. Jeśli jednak ktoś się czuje na siłach i ma za sobą w miarę długie trasy jak choćby Pierścień Rowerowy dookoła Poznania, mierzący około 170km, to warto spróbować się sprawdzić na trasie powyżej 200km. Odradzam jechać z plecakiem, niezbędne rzeczy lepiej mieć w torebkach rowerowych lub w sakwach, dużo łatwiej usiedzieć przez te kilka-kilkanaście godzin. Dobrze się sprawdził też patent z założeniem dwóch par spodenek rowerowych, który podsunęła mi kiedyś Justyna Kowalczyk na swoim „fejsbukowym” profilu.

RED: Jaki był poziom zmęczenia? Zakwasy, odwodnienie?

M.T.: W zasadzie od początku do końca miałem siły i nie myślałem o zmęczeniu. Ostatnie kilometry już trochę się dłużyły, bo wstępny plan zakładał dystans o 40km krótszy. Na sam koniec poczułem przeciążone kolano, ale na drugi dzień już było w porządku, zakwasy pojawiły się niespodziewanie na trzeci dzień rano, ale nieznaczne – wystarczyło przejechać się z Biedruska do Złotnik i z powrotem, żeby się ich pozbyć. O odpowiednie nawodnienie dbałem i co kilkadziesiąt kilometrów dokupowałem napoje izotoniczne.
 –
RED: Jak wróciłeś? Ktoś na Ciebie czekał z samochodem?
M.T.: Po dotarciu na plażę miałem niecałą godzinę do pociągu powrotnego, a w Poznaniu czekali na mnie rodzice, z którymi zabrałem się autem do Biedruska. Pierwotnie zakładałem powrót z dworca rowerem, ale pociąg miał godzinne opóźnienie już po pierwszej stacji. Siedziałem większość trasy na zimnym korytarzu, więc samochód w tej sytuacji był dla mnie zbawieniem… 😉
RED: Serdecznie dziękujemy za poświęconą chwilę. Gratulujemy wyczynu i życzymy kolejnych tak pasjonujących spontanicznych decyzji.
M.T.: Dziękuję za zainteresowanie wyprawą i mam nadzieję, że uda mi się zachęcić czytelników do turystyki rowerowej lub innej formy kolarstwa.
widok na koniec wyczynuZdjęcie zrobione przez Michała Tatrowskiego po dojechaniu do Kołobrzegu

Komentarze

2 odpowiedzi na „Porozmawiajmy o pasji i wyzwaniu – wywiad z Michałem Tatrowskim, człowiekiem który pojechał rowerem nad morze w jeden dzień”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pogoda dla Biedruska
20°
bezchmurnie
wilgotność: 60%
wiatr: 4m/s płn. - płn. wsch.
Max: 20 • Min: 20
Weather from OpenWeatherMap
Przekaż 1 procent na Drużynę Harcerską z Biedruska